poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Podsumowanie i pożegnanie

 W tym roku prawie całkowicie zakończyłam moją działalność na bloggerze. Wszystkie opowiadania tworzę teraz na wattpadzie, tam też przeniosłam Kronikę Nocnych Łowców oraz Pogromców Otchłani. Wyjaśniłam tam również, dlaczego nie pojawi się kontynuacja Kroniki.  Jeżeli ktoś nadal tu bywa, a myślę że tak bo wyświetlenia wciąż rosną, to serdecznie zapraszam n mój profil na wtt:

 

Danter Nicholson 

 

Tam oprócz moich  bloggerowych "dzieu" znajdziecie również dwie inne książki - fanfiction o Niallu Horanie oraz autorskie opowiadanie pt. "Miłość przez wieki". 
 Poza tym chciałabym z całego serca podziękować wszystkim osobą, które przyczyniły się do chociaż tej krótkiej opowieści. Zakończenie zostawiam otwarte, dla was. Swoje propozycje możecie zostawiać w komentarzach :D 

Jeśli jednak jesteście ciekawi, jak ja chciałam to  zakończyć... zapraszam na Kronikę na wtt - tam wszystko wyjaśniam. 

Podsumowując...




Dziękuję za wszystkie wyświetlenia i komentarze, ale po 6 latach na blogerze... żegnam się.

SZUKAJCIE MNIE NA WATTPADZIE :DD

piątek, 5 lutego 2016

Coś innego.

   Witam Panie, witam Panów

W ten podniosły czas, po tym jak na moim blogu pojawił się nowy rozdział, po dość długiej nieobecności, pragnę zaprosić Was na jedno z moich najnowszych opowiadań. Tym razem znajduje się ono na witrynie Wattpad i jest jednym z dwóch, które tam prowadzę pod nickiem Danter Nicholson (możecie mnie pod tą nazwą znaleźć). Znajduje się tam również Kronika, ale odnosi o wiele mniejszy sukces niż tutejsza odmiana.
 Jako zachętę do czytania wstawiam opis oraz fragment rozdziału, a na samym końcu link :)

Opis:

Ona i oni. On i one. Oni. 
  Są różne warianty, ale jedno przeznaczenie.
  Miłość, która rozpoczęła się bardzo dawno.
  Miłość, która jest klątwą rzuconą na sobowtóry pierwotnych.
    
    "Wiek po wieku, 
    co lat kilkanaście
    narodzą się dzieci -
    to na nie ciężar Waszego występku padnie.
    Będą się kochać miłością wielką,
    lecz nie zaznają ukojenia prędko.
    Gdy Anioła Miłości sobowtór powstanie,
    w krok za nim i Pokoju wkrótce się stanie.
    A za nimi człowieka potomek też będzie,
    i cała trójca w tej klątwie po kraniec świata tkwić będzie"
    
    *Wszelkie niezgodności, które się pojawiają są celowym (zazwyczaj) zamierzeniem. 
Nie jestem historykiem i nie wiem co działo się w każdym kraju w każdym wieku.
    *Okładka, bohaterowie, opis i opowiadanie są moją własnością, 
więc proszę o ich nie kopiowanie bez mojej zgody.
 
                                                                Fragment rozdziału: 
 

"- Wyjdziesz za Mortiza Türm'a — oznajmił bezceremonialnie mój ojciec podczas jednego ze wspólnych obiadów. Mój organizm musiał przejść kilka faz, nim w końcu przyswoiłam sobie tenże niuans.
- Jak to, ojcze? - udało mi się wydusić — przecież jestem już dorosła!
- Przykro mi, ale nasze rodziny dawno temu zawarły umowę. Musisz go poślubić i koniec — odparł i choć ton miał surowy i stanowczy w jego oczach widziałam żal.
[..], pobiegłam do zagajnika za posiadłością. Tam opadłam na chłodną trawę i pozwoliłam łzą swobodnie spływać po moich licach.
- Aideelen — wkrótce usłyszałam Jego zatroskany głos — co się stało? Dlaczego płaczesz?
Klęknął przede mną i chwycił moje małe dłonie w swoje, które szczelnie je okrywały - jak rękawice. Nie czekając na pozwolenie i wbrew ogólnym zasadą, jakie panują wśród bogatych rodzin, rzuciłam się na niego niemal, nie sprawiając, że chłopak upadł na ziemię. Na szczęście był silny. Objął mnie opiekuńczo ramionami i cierpliwie oczekiwał, aż się uspokoję. Gdy wreszcie odzyskałam zdolność mowy, pomiędzy gorzkim szlochem a kasłaniem, opowiedziałam mu o planie mojego ojca. Słuchał wszystkiego z powagą, nie przerywając mi. Jego twarz nic nie wyrażała, a jedyną oznaką jakichkolwiek uczuć były ściągnięte ciemne brwi tworzące zmarszczkę na jego czole przypominającą odwróconą literę „u".[...]
- Proszę — załkałam — powiedz coś, cokolwiek.
Mężczyzna wciągnął, a następnie wypuścił ze świstem powietrze.
- Co mam powiedzieć — powiedział bez emocji — moja ukochana ma wyjść za innego mężczyznę."

A to jest bezpośrednie przekierowanie do opowiadania, wystarczy kliknąć TUTAJ.


czwartek, 4 lutego 2016

Rozdział 8 ~Boimy się tego co nieznane~

Czytasz=Komentujesz

______________________________________________

Rozdział 8

*

"Wszyscy kłamią, ale to nie ważne ponieważ nikt ich nie słucha."


*


Ten dzień nie grzeszył opadami. Nieboskłon skrył się za szarymi chmurami, z których lały wielkie krople deszczu. Ciemnozielona kurtka Remigiusza, jego buty i torba z logiem jakiegoś starego zespołu - to wszystko było przemoczone. Nie spakował parasola, za co był serdecznie wdzięczny losowi. Klnąc na wszystko dookoła, przecinał ulice Warszawy z pochyloną głową, tak aby woda z kaptura nie ściekała mu do oczu. Od suchego budynku szkoły dzieliło go jeszcze kilka przecznic, a pogoda raczej nie miała w planach się zmienić na lepszą dla jego kilkunastu, a może i dziesięciominutowej podróży piechotą. Od razu, następnego dnia Nocni Łowcy pozwolili mu opuścić Instytut, aby mógł pójść do szkoły. Warunkiem było to, że ktoś z nim pójdzie. Jako że Daniel był najbardziej obeznany w ludzkim świecie i często odwiedzał ich szkoły, miał objąć pieczę nad nastolatkiem. Obaj chłopacy nie byli zadowoleni z tego powodu. Remigiusz nie chciał, aby jego porywacze mu towarzyszyli jeszcze bardziej w życiu codziennym. A Daniel… po prostu nie chciał mieć nic wspólnego z Remigiuszem. Nie tolerował jego obecności, a tym bardziej nie chciał go niańczyć. Nie mieli jednak wyboru. Warunek był taki, że Daniel miał pozostać niewidzialny i trzymać się na odległość od Remka i bez powodu nie zbliżać się do niego oraz jego znajomych.
Teraz gdy szli ulicami stolicy Remigiusz, mimo że wiedział o obecności Łowcy, nie wyczuwał jej, ku jego uciesze. Od razu po opuszczeniu Instytutu czarnowłosy wyjął w ukrytej w butach kieszeni kryształową różdżkę – jak nazwał ją szatyn. Nie śmiał jednak zapytać, czym to coś jest. Keywater przyłożył Stelę do wewnętrznej strony ręki i czując znajome palenie, zaczął rysować dobrze znaną mu Runę Niewidzialności. Chwilę potem zniknął. Rozejrzał się wokoło. Chłopak zdążył przejść już dobre kilka metrów i widocznie nie chciał mieć nic wspólnego z tą „magią”.

Szkoła okazała się oazą, stałym punktem w jego życiu. Poczuł niemal euforię, gdy tylko jej budynek wyłonił się zza ściany deszczu. Miał ochotę wbiec tam jak szalony, ale udało mu się powstrzymać przemożne pragnienie. Przeszedł ostrożnie przez ulicę i pokierował się do budynku. Te same znajome korytarze, twarze zwykłych ludzi, rzędy szafek. Jego ukochana normalność. Zwykłą, znajomą drogą poszedł w stronę odpowiedniej sali. Tam czekała jego klasa, którą znał już od kilku miesięcy. Tam czekała jego przyjaciółka. Gdy tylko zobaczył jej czerwone włosy ułożone w warkocza, poczuł, że jego serce przyspiesza. Była tutaj, była bezpieczna. Kamień spadł mu z serca.
- Remik! – Dziewczyna niemal pisnęła, gdy usiadł obok niej – jesteś! Żyjesz! Dlaczego wczoraj nie odbierałeś?!
- Zapomniałem załadować telefon – Skłamał, czując jak te słowa, niszczą go od środka. Widział, że Anastazja do niego dzwoniła, ale nie miał odwagi, aby oddzwonić. Bał się, że odbiorą mu jedyny kontakt z rzeczywistością. Dziewczyna głośno westchnęła.
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz! – Powiedziała, po czym szybko go przytuliła. Ostoja, pomyślał Remigiusz. Ona była jego ostoją.

 Czuł zazdrość. W jaki sposób on zasłużył na jej miłość? Nawet jeśli jak twierdził byli tylko przyjaciółmi, to ona go kochała. To było widać. Może nie była to taka miłość, ale istniała między nimi niewyobrażalnie silna więź. Może w przyszłości przerodzi się w coś więcej? Nie chciał o tym myśleć. Zbyt bardzo sam zapuścił się te dziwne zakamarki, żeby dać wolną drogę jakiemuś śmiertelnikowi. Patrząc na jej twarz, która wpatrywała się z troską w szatyna, wiedział, że warto o nią walczyć. Z drugiej strony to nie było takie proste. Była zwykłą Przyziemną, która nie miała nic wspólnego ze Światem Cieni, nie wliczając w to jej przyjaciela. Nie chciał, ba to wręcz zakazane, wplątywać jej w ten świat pełen demonów, Dzieci Nocy, Księżyca, faerie i innych stworzeń. To nie byłoby fair. Jeżeli Remigiusz, który de facto był mężczyzną, nie mógł ogarnąć tej dziwnej sytuacji, to co dopiero zrobiłaby dziewczyna. Czym innym jest zabawiać się z ludźmi w klubie, a obcować z demonami, które jedyne czego pragną to twój okrutny, bolesny koniec. Nie chciał jeszcze bardziej maltretować się ciemnymi scenariuszami, więc odrzucił je w dalszy kąt umysłu i z ukrycia przyglądał się poczynaniom Przyziemnych.

*

Mijające godziny zdawały się dłużyć w nieskończoność. Każdy kolejny dzwonek budził w nim lęk.  Nie chciał się z nią rozstawać, nawet jeśli to miałby być jeden dzień. Dopiero będąc w szkole odkrył jak bardzo za nią tęsknił, mimo że rozstali się na tak krótki okres czasu. Najgorsze w tym wszystkim było ukrywanie sekretu, który wypełniał jego wnętrze, szukając ujścia na wolność.  Mimo, że cały ten bajzel był dla niego czymś irytującym i chciał się od niego jak najszybciej oderwać, wiedział również że nie może tak po prostu wyjść na ulicę i ogłosić go światu. Nie dość, że prawdopodobnie ci łowcy by go najchętniej zabili, to jeszcze zwykli ludzie wzięli by go za niespełna rozumu wariata.Nie miał pojęcia jak długo tamci zamierzają go przetrzymywać i jak długo będzie musiał okłamywać Anastazję. Może była szalona, spontaniczna, energiczna i męcząca – ale nadal była jego najlepszą przyjaciółką. Jedyną przyjaciółką. 
Właśnie trwała ich ostatnia lekcja tego dnia, jaką była biologia. Nienawidził tego przedmiotu*, lecz wbrew sobie chciał, aby ta lekcja trwała jak najdłużej. W tej sali zamiast klasycznych ławek stały długie stoły laboratoryjne tworzące niedokończony prostokąt. Pośrodku stał mniejszy stolik zarezerwowany dla nauczyciela. Pani Wilanowska pokazywała uczniom, w jaki sposób za pomocą odpowiednich przyrządów mają odciąć kawałek liścia rośliny i obejrzeć go pod mikroskopem. Jeden mikroskop przeznaczony był dla 3 osób, więc oprócz Any i Remika w grupie był jeszcze niski chłopak w nerdach bez szkiełek. Podczas gdy on układał pomiędzy dwoma cienkimi szkiełkami kawałek liści, wycięty uprzednio przez Remka, on wraz z Aną zatopili się w rozmowie na temat tego dziwnego wieczoru.                                                                                                                    –Zachowywałeś się jakbyś, zobaczył ducha – Wyznała dziewczyna, spoglądając w ciemne oczy Remigiusza. Szatyn podrapał się nerwowo po karku.
 –Oj, wiesz co alkohol, robi z ludźmi – Powiedział z nikłym uśmiechem. Nagle coś mu przyszło do głowy – a pamiętasz coś jeszcze z tej imprezy?
 -W sumie to film mi się urwał, jak poszedłeś obściskiwać się z tą laską. Pamiętam tylko tę dziwną sytuację. – Anastazja lekko zarumieniła się na wspomnienie tej chwili. Z jednej strony chciała, aby jej przyjaciel poznał jakąś dziewczynę, w której się zakocha, a jednocześnie nie chciała się nim z żadną dzielić. On należał do niej. Chłopak odetchnął z ulgą. Nie pamiętała, że ta sama dziewczyna zmieniła się w potwora, który próbował ich zabić.
 –To dobrze – mruknął cicho tak, aby jego głos nie dotarł do przyjaciółki. 
–Co? 
--Nic takiego – Odparł – lepiej pomóżmy Patrykowi, bo Wilanowska znów powie, że nic nie robimy. –Jak ja nie znoszę tej baby – Wyznała czerwonowłosa – zawsze się mnie czepia. 
–Ona uczy biologii, a twój kolor włosów przypina krew. To na pewno o to chodzi – Zażartował, a Ana jak zwykle cicho zachichotała. Lubiła jego żarty, nawet jeśli były słabe. Tak jak ten*. Oboje dołączyli do chłopaka, akurat w momencie, gdy nauczycielka zbliżała się do ich stanowiska. Bez słowa spojrzała na próbkę i odeszła dalej, mrucząc coś niewyraźnego pod nosem. Anastazja i Remigiusz spojrzeli po sobie, a potem uśmiechnęli się porozumiewawczo. Nie zdawali sobie sprawy, że patrzy na nich ktoś, kto najchętniej rozdzieliłby tę dwójkę. Ktoś, kto widząc ich razem, czuł nieprzemożną zazdrość i niechęć. Ktoś, kto pragnął jedynie tego, czego wszyscy chcą. Miłości.              
Jego ponure przemyślenia, pełne wewnętrznej goryczy zawierające jednak wrażliwość, którą starał się skryć w sobie od dawna, przerwał dzwonek oznajmiający zakończenie lekcji. –Nareszcie! – Szepnął sam do siebie, gdy zauważył jak twarz Remigiusza, wygina się w zniesmaczony grymas. To mogło oznaczać tylko jedno – skończył na dzisiaj lekcję. Wreszcie po tej wielogodzinnej torturze wróci do Instytutu, zaszyje się w swoim pokoju i odda własnym upodobaniom. Postanowił poczekać na chłopaka przed wejściem do budynku. Niech ma trochę prywatności. Skrył się za rogiem i wyjmując Stelę z buta, odnowił Runę Niewidzialności. Po kilku minutach zobaczył go jak na pożegnanie, żegnał się z ciemnooką. Udając znudzenie, ruszył za sylwetką chłopaka oddalającą się ze skwaszoną miną od jego ludzkiej przyjaciółki.
–Nareszcie – Mruknął, idąc obok chłopaka, który ewidentnie starał się go zignorować, udając, że go nie słyszy. Tamten nie przejął się tym. Wreszcie wracają i do końca dnia nie będzie musiał oglądać jego ludzkiej twarzy! Czy życie może być piękniejsze?

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Edykt od Clave

 Niestety, nadal nie przychodzę z nowym rozdziałem ale niestety ostatnimi czasy moja klawiatura odmawia posłuszeństwa - aż dziw, że teraz działa. Rozdział pojawi się prawdopodobnie na wakacjach :P

Druga sprawa, jeżeli ktoś ma pytania związane z moim blogiem/opowiadaniem może je zadawać na moim ask'u, do którego link dodam poniżej.

CZEKAJCIE CIERPLIWIE ;P


ASK

sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 7 ~Poznaj, proszę mój świat~

Czytasz=Komentujesz

______________________________________________

Rozdział 7

*

"Wszyscy kłamią, ale to nie ważne ponieważ nikt ich nie słucha."


*

 Słońce zaczęło chować się za budynkami. Była godzina 19:08. Dwóch młodzieńców odprowadzało Remigiusza ulicami Warszawy. Obaj szli kilka kroków za nim. To był jego warunek. Nie chciał, aby ktokolwiek (gdyby okazało się, że ktoś od niego ze szkoły akurat przechodził) myślał, że ma z nimi coś wspólnego. Tym razem Nocni Łowcy nie nałożyli Run. Postanowili, że wmieszają się w tłum uliczny, który mimo dość późnej pory był irytująco wielki. Remigiuszowi jednak, w przeciwieństwie do tamtej dwójki, nie sprawiało trudności przedarcie się przez zatłoczone chodniki. Gdyby nie wlokąca się z nim dwójka chłopaków już dawno byłby w mieszkaniu. Niestety tak nie było. W końcu po ponad godzinnej ,pieszej wędrówce znaleźli się pod blokiem szatyna. Był to wysoki wieżowiec, jeden z licznych na jego osiedlu.

-Na Anioła – Mruknął Fabian, spoglądając do góry – Tylko nie mów, że mieszkasz na ostatnim piętrze! – Zawołał niemal błagalnie. Na twarz Remka wypłynął złośliwy uśmieszek.

-Na dwudziestym czwartym to nie – Wyznał – ja mieszkam na dwudziestym.

-Błagam, powiedz, że macie windę! – Tym razem prawie krzyknął Daniel. W tym samym czasie niebieskooki skrzywił się, obserwując wszystkie kondygnację wieżowca.

-Jest, ale czasami się psuje – Dodał z głupawym uśmieszkiem.

-W takim razie miejmy nadzieję, że będzie działać – Mruknął Fabian. Remigiusz odkaszlnął znacząco, ukrywając rozbawienie. Na klawiaturze domofonu wpisał szyk liczb, a chwilę później rozległ się charakterystyczny dźwięk. Weszli do bloku.

Od razu dało się wyczuć woń wilgoci. Na suficie klatki schodowej zalęgła się grzybnia. Przeszli przez drugą parę drzwi i po schodkach na parter. Naprzeciw nich otworzyły się metalowe skrzydła windy. Wyszedł z nich lekko przygarbiony staruszek trzymający na smyczy starego boksera. Remik od razu poznał swojego sąsiada z drugiego piętra Pana Woźniakowskiego.

-Dzień dobry – Powiedział odruchowo Remigiusz. Woźniakowskiemu zawsze należało mówić: „dzień dobry”, tego się nauczył. W przeciwnym razie zaczynało się od krzywego spojrzenia, a potem obgadywania rodzicom, którzy mu wierzyli. Staruszek mruknął coś w odpowiedzi, wyminął trójkę chłopaków, nie zwracając na nich większej uwagi i wyszedł budynku. Remigiusz wszedł do windy, podczas gdy Nocni Łowcy wymieniali ze sobą spojrzenia. Kusiło go, aby nacisnąć guzik, ale się powstrzymał . Chcesz narazić swoją rodzinę?, te słowa wciąż błądziły mu po głowie. Tylko oni mogli zapewnić im bezpieczeństwo.

Wjechali na 9 piętro w mgnieniu oka.

-Mówiłeś, że mieszkasz na dwudziestym! – Warknął brunet. Szatyn mu nie odpowiedział. Podszedł do drzwi swojego mieszkania. Wisiała na nich tabliczka z numerem 18. Chłopak wyjął klucze z kieszeni kurtki i włożył je do dolnego zamka. Zanim jednak przekręcił, odwrócił się do towarzyszy.

-Wy zostajecie na korytarzu! – Powiedział stanowczo. Daniel wzruszył tylko ramionami, nawet nie miał najmniejszej ochoty tam wchodzić. Czasami patrzył na mieszkania Przyziemnych. Były takie małe i ciasne. Chociaż musiał przyznać, że ich przytulny wygląd był o wiele przyjemniejszy dla oka niż surowe ściany pokojów w Instytucie. Przyziemni mieli kolorowe dywany, szerokie łóżka, szafy z lustrami, haftowane zasłony, kwiaty na parapetach i wiele innych ozdób, których nie mógł sobie nawet wyobrazić w Instytucie. Tam „najmilszym” miejscem była biblioteka. Ale tam były książki.

Chłopak wszedł do mieszkania i rozglądnął się ukradkiem. Nic nie wyglądało na to, że ktoś tu był. Jego siostra, Karina, zapewne wyszła do pracy. Najpierw Remigiusz poszedł do kuchni. Z lodówki wyjął butelkę wody i wziął kilka haustów. Jego język był wyschnięty na wiór. Odłożył butelkę na miejsce i pokierował się do swojego pokoju. Był to typowy pokój nastolatka. Białe szary ozdobione kolorowymi plakatami gwiazd i piłkarzy. Pod oknem stało łóżko chłopaka, a na nim walały się jego ubrania. Wyjął z szafy stojącej pod ścianą po lewej od okna plecak oraz torbę podróżną i zaczął pakować rzeczy. Chował wszystko, co uznał za potrzebne. Jego uwagę przykuła komórka leżąca na komodzie. Przygryzł dolną wargę. Nigdy nie brał ze sobą telefonu, gdy z Anastazją szli do klubu. Na wszelki wypadek, nie miał zamiaru zostać okradzionym. Chwycił urządzenie oraz ładowarkę i wrzucił je na dno plecaka. Na małej karteczce napisał krótki list, w którym wyjaśnił, że będzie nocować u kolegi. Nałożył ciężki plecak na plecy, a torbę przewiesił przez ramie. Musiał wziąć prawie wszystkie ubrania oraz swoje książki do szkoły. Wyszedł na korytarz do Nocnych Łowców. Swoich nowych współlokatorów…

Droga powrotna trwała o wiele krócej. W Instytucie byli jeszcze przed dwudziestą pierwszą. Cały budynek zalewał mrok i tylko gdzieniegdzie połyskiwały pochodnie. Obaj chłopcy zaprowadzili swojego towarzysza do jego tymczasowego pokoju, tego samego, w którym zamknęli go poprzedniej nocy.

-Nie mam pojęcia, po co Nikola kazała go zatrzymać — Powiedział Daniel , gdy wraz z Fabianem wracali długimi, krętymi korytarzami do swoich pokoi.

-Czy ty naprawdę nie słuchasz, co się do ciebie mówi? –Jęknął szatyn — Nikola powiedziała, że skoro chłopak ma Wzrok może być w niebezpieczeństwie.

-Może być w niebezpieczeństwie – Powtórzył Daniel głosem małego dziecka – jak jeszcze raz to usłyszę, wezmę i puszczę pawia. Jego parabatai przewrócił oczami, ale nic nie odpowiedział. Skręcił w prawo do swojego pokoju.

Nie chętnie wyciągnął z torby swoje rzeczy i poukładał je w drewnianej szafie, którą ktoś w czasie jego nieobecności musiał tu wstawić. Zauważył też, że po przeciwnej stronie pokoju od jego łóżka znajdują się proste brązowe drzwi. Prowadziły do łazienki. Prostej niczym niewyróżniającej się łazienki. W rogu pomieszczenia stała kabina prysznicowa, a obok niej toaleta. Była tam też umywalka z szafką, nad którą wisiało podłużne lustro. Wyklinając na sytuację, w której się znajdował, nie usłyszał, nawet delikatnego pukania do drzwi. Dopiero gdy stało się ono dokuczliwie rytmiczne, zorientował się, że ktoś próbuje się do niego dostać.

– Czego? – Warknął zły. Dotychczas udało mu się panować nad gniewem, ale ukryta złość postanowiła w tym momencie wypłynąć z niego niczym lawa z wulkanu. Był wściekły. Wystarczył jeden wieczór, aby cały jego świat wywrócił się do góry nogami. Jeden wieczór, przez który jego życie niemal legło w gruzach. Stracił normalność na rzecz… czegoś, co jeszcze dwa dni temu uważałby za nierealne. Demony, potwory, łowcy demonów. Co jeszcze?! Może czarodzieje, wilkołaki i wampiry1? Chłopak rzucił się na łóżko, zupełnie zapominając o osobie po drugiej stronie drzwi. Ktoś nacisnął klamkę. Do środka weszła drobna postać o brązowych włosach i błękitnych oczach. Aniela spojrzała na chłopaka. Leżał rozwalony na łóżku z zamkniętymi oczami. Gdyby nie poruszająca się szybko pierś można, by pomyśleć, że śpi. Albo nie żyje*.

– Nie lubię was, zostawcie mnie wszyscy w spokoju – Mruknął nie wyraźnie. Dziewczyna przygryzła dolną wargę, aby nie zachichotać.

– Dlaczego wszyscy tak mówią? – Zapytała jak gdyby nigdy nic. Szatyn otworzył jedno oko, zerknął na nią i znowu je zamknął.

– Przestańcie porywać ludzi, to przestaną tak twierdzić – Odpowiedział, siląc się na znudzony ton głosu. Dziewczyna odkaszlnęła, próbując zamaskować rozbawienie. Chociaż Remigiusz nie był w tym momencie, zbyt skory do żartów, nie mógł się powstrzymać . A może jest w tym stwierdzeniu, chociaż gram prawdy? A jeśli oni naprawdę porywają ludzi?! Chłopak podniósł się gwałtownie do pozycji siedzącej i pustym wzrokiem spojrzał na gołą ścianę przed sobą.

– A z ciekawości – Zaczął nie pewnie – jak często zdarza wam się wciągać ludzi z ulicy do swojego świata? – zapytał. Dziewczyna spojrzała prosto na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

– Zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę nie łapiemy przypadkowych Przyziemnych na ulicy ? - Spojrzała na niego podejrzliwie, a jej głos stał się bardziej rzeczowy. Policzki szatyna zalała krwista fala.

– A ja? – Mruknął nie wyraźnie, lekko zawstydzony zmienną postawą dziewczyny.

– Ty nie jesteś zwykłym Przyziemnym. Masz Wzrok – Powiedziała.

-A czy mógłby mi ktoś, łaskawie wyjaśnić, o co chodzi z tym Wzrokiem? – Zapytał szatyn lekko poirytowanym głosem. Nie podobało mu się, gdy ci ludzie nazywali go Przyziemnym. Kojarzyło mu się to z zombie. I nadal nie mógł zrozumieć, dlaczego wszyscy powtarzają mu ciągle, że ma Wzrok. Co w tym dziwnego? W końcu oni też mają oczy i też widzą. A może pod tym kryje się coś głębszego?

-To trochę skomplikowane, ale spróbuję streścić – Odparła dziewczyna, jednocześnie wybudzając Remka z zamyślenia.

-A więc słucham…

-Osoby, której posiadają specjalny dar, zwany właśnie Wzrokiem, widzą to, czego nie widzą inni. -To znaczy?

-Pamiętasz tę dziewczynę z klubu? – Remik przytaknął – Daniel mówił, że w przeciwieństwie do twojej przyjaciółki ty od razu rozpoznałeś w niej demona.

– Demona?! – Zareagował gwałtownie Remigiusz – przecież one nie istnieją!

-Istnieją jak ty, czy ja – westchnęła – i właśnie moja rasa zwalcza je. My Nocni Łowcy.

Remigiusz nie dając rady przyswoić sobie takiego natłoku informacji, opadł powoli na łóżko.

– To wszystko jest chore! – Krzyknął, zasłaniając twarz poduszką.

– To wszystko zawsze cię otaczało, tylko wcześniej nie zwracałeś na to uwagi – Powiedziała szatynka. Chłopak nie miał już kompletnie siły na dalsze słuchanie tych bredni. Chciał w końcu obudzić się z tego koszmaru. Obrócił się i położył na brzuchu. Do jego uszu dotarło westchnienie dziewczyny.

– Rozumiem cię, też na początku nie mogłam tego zrozumieć . Przyzwyczaisz się – Dodała pocieszająco. W odpowiedzi dostała jęk niezadowolenia. Ponownie westchnęła i skierowała się w stronę wyjścia.

– Nikola kazała mi przekazać, że jeśli będziesz potrzebował czegoś, możesz śmiało prosić — Odparła jeszcze, stojąc we framudze. Nie dostała żadnej odpowiedzi. Zamknęła drzwi z cichym trzaskiem.

Chłopak przewrócił się na plecy. Nie chciał takiego życia, chciał już wrócić do domu. Do rodziców, do siostry, do Any. Ale mimo, że to wszystko było dla niego nowe, niezrozumiałe – musiał ich chronić. To była wewnętrzna siła. Anastazję zobaczy w szkole, w końcu ci Nocni Łowcy, zapewnili go, że będzie mógł normalnie do niej uczęszczać. To było małe pocieszenie, ale co jej powie? „Hej, Ana! Słuchaj, nie uwierzysz! Uprowadziła mnie grupa łowców demonów. I nie nic nie brałem” Przecież ona mu nie uwierzy, sam by sobie nie uwierzył. Był w kropce i nic nie mógł na to poradzić…
_________________________________________________

1. Oj, Remuś, żebyś się nie zdziwił...
2. Musi być słodko i uroczo...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ogłoszenia!

1.Po pierwsze, wiem że rozdział nie pojawiał się przez długi czas ale czasu nie miałam i wena mi trochę opadła.
2. Dziękuje za prawie 4000 tys wyświetleń i tyle komentarzy pod ostatnimi postami :D To mnie motywuje do dalszej pracy :P
3. W tym miesiącu nie będzie już nowego rozdziału, ponieważ mam egzamin gimnazjalny za 2  tygodnie i nie w głowie mi pisanie. Także 8 rozdziału spodziewajcie się w maju! (rymuje XD)
4. Zastanawiam się, czy nie zacząć pisać z perspektyw bohaterów. Ogólnie nie przepadam za narracją 3 - osobową. Co o tym myślicie? Chcielibyście, żebym pisała rozdziały z różnych perspektyw?
5. Zapraszam na mojego nowo powstałego bloga Pogromcy Otchłani, również z opowiadaniem, gdzie bohaterzy są inspirowani Nocnymi Łowcami ale nie jest to ff
6. Gdyby ktoś chciał dostawać info o nowych rozdziałach zapraszam na mojego instagrama: Dantesnows oraz snapchat: dantesnows, no i oczywiście  twittera: @DanteCatty

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 6 ~Nowe, stare życie~

Czytasz=Komentujesz 

_________________________________________________________________

Rozdział 6

*
"Od­bierz prze­ciętne­mu człowieko­wi je­go kłam­stwo życia, a wziąłeś mu za­razem całe szczęście"
 



-Macie mnie natychmiast zostawić albo zawiadomię policję! – Krzyczał chłopak, uderzając i wyrywając się dwójce Nocnych Łowców, którzy kurczowo trzymali go za ramiona i prowadzili ulicami Warszawy ku Instytutowi. Przed trójką młodych mężczyzn szły dziewczyny, które pilnowały, aby nikt ich nie zauważył. Nie mogli nałożyć Remigiuszowi run, bo tak naprawdę nie wiedzieli co się może z nim stać. Sami też nie mogli ich sobie nałożyć, bo jakby to wyglądało? Rzucający się na wszystkie strony chłopak idący samotnie ulicą? Zresztą aktualna sytuacja też nie była najkorzystniejsza. Gdyby zauważył ich jakiś Przyziemny, mógłby pomyśleć, że chcą uprowadzić chłopaka. Po części to była prawda. Nie mogli go zostawić na pastwę losu, zwłaszcza że miał Wzrok. Musieli go zabrać do Instytutu, chociażby siłą, tam będzie bezpieczny. Przynajmniej przez jakiś czas.

-Uspokój się koleś – Mruknął po raz setny Daniel, który starał się nie okazywać poirytowania i niechęci wobec szatyna. Nie przepadał za nim już od chwili kiedy zobaczył go po raz pierwszy. Nawet jeśli było to kilka minut temu.

-Nie! – Ryknął w jego stronę chłopak. Keywater przewrócił jedynie oczami. Wreszcie ich oczom ukazały się strzeliste wieże Instytutu. Podeszli pod samą bramę, lecz za nim weszli na dziedziniec, się zatrzymali.

-Widzisz to? – Zapytał brunet Remigiusza.

-Widzę starą Ambasadę Rosji, jeśli o to ci chodzi – Warknął.

-Przyjrzyj się – Powiedział spokojnie chłopak. Remek chciał już odpowiedzieć mu coś zgryźliwego, ale coś w jego wnętrzu kazało mu postępować zgodnie z jego poleceniami. Spojrzał na budynek i się skupił. Przez chwilę nic się nie działo. I nagle to, co wyglądało jak opuszczony budynek, zaczęło falować. Obdarte ściany zaczęły rosnąć, rozszerzać się i kształtować.

-Matko jedyna – Mruknął tylko, gdy na jego oczach stara rudera zmieniła się w okazałą katedrę gotycką. Strzeliste wieże, wysokie okna, rozeta tuż nad drzwiami z ciemnego drewna. A do samego kompleksu prowadziła żelazna, pobłyskująca brama.

-Mówiłem – Szepnął Daniel do swego parabatai , w czasie gdy szatyn napawał się niezwykłością ów miejsca.

-Miałeś rację, ale lepiej go zaprowadźmy do Nikoli, ona będzie wiedzieć co z nim dalej począć – Odszepnął. Obaj podeszli do zielonookiego i pchnęli go w stronę bramy. Był zbyt zafascynowany niezwykłym zjawiskiem, by zgłosić jakikolwiek protest. Dziewczyny weszły zaraz za nimi.

-Całkiem ładny ten chłopak – Mruknęła cicho Aniela tak, aby usłyszała ją tylko Klara.

-Czy ja wiem, jak każdy Przyziemny – Odparła. Tamta wzruszyła ramionami. Tak naprawdę również uważała, że chłopak jest bardzo atrakcyjny, jak na Mundane. No, ale w końcu to człowiek. Zresztą Klary nie interesowały związki. Zwłaszcza, iż jedyny facet, który jej się podoba, nie zwraca na nią żadnej uwagi1.

Pchnęli wysokie, mosiężne drzwi i weszli do środka. Remigiusz zdawał się zahipnotyzowany całym tym miejscem i wyglądał jakby, zapomniał już, dlaczego tu się znalazł.

-Wy go przypilnujcie, jak pójdę po Nikole – Powiedziała Aniela do pozostałych i zniknęła w głębi korytarza. Tronowski patrzył jak jedyna osoba w towarzystwie, która nie uznaje go na bezdomnego kota, którego trzeba wziąć w opiekę „bo to modne”, odchodzi. W tej samej chwili dotarło do niego to, co się stało przed kilka ostatnich minut. Ambasada zmieniająca się w Notre-Dame. Na jego oczach!

-Co tu się dzieje?! – Wybuchnął nagle, tak ostro, że, aż trójka jego towarzyszy podskoczyła.

-No i po co te nerwy – Powiedział Daniel, wywiercając w nim dziurę swoimi czarnymi jak węgiel oczami. Remek już szykował się, aby mu odparować, gdy rozległy się dwa kobiece głosy.

-…więc wzięliśmy go, bo pewnie teraz inni się nim mogą zainteresować – Głos Anieli rozległ się echem po całym holu. Zza rogu wyłoniły się szatynki. Remigiusz stwierdził, że ta druga ma pewnie około dwudziestu lat. Miała długie ciemne włosy okalające bladą twarz w kształcie serca. Niebieskie oczy kobiety przesunęły się po każdym w pomieszczeniu, zatrzymując na nowym przybyszu.
*
Biblioteka w Instytucie była połączona z jadalnią. Półki z książkami zdawały się zastępować ściany. Tylko w nielicznych miejscach było widać przebłyski białej farby. Z sufitu zwisał piękny, kryształowy żyrandol . Pośrodku pomieszczenia stał przeszklony stół, na którym walały się różnorakie papiery, okruchy i wszystkie inne śmieci pozostawione przez Enklawę, których Nikola nie zdążyła sprzątnąć. Obok jednej ze ścian stała brązowa skórzana kanapa. Szefowa zebrała tutaj całą piątkę i kazała im usiąść przy stole. Zdezorientowany Remigiusz stanął w miejscu jak wmurowany i oglądał fasady pomieszczenia. Zirytowany Daniel pchnął go do przodu i posadził na wolnym krześle. Jak dziecko, pomyślał. Ale czego można wymagać od Przyziemnego wprowadzonego dopiero co w Świat Cieni? Ravenwolf bezpośrednio zaczęła zadawać pytania. Skąd pewność, że ma Wzrok? Czy ktoś ich widział? Co z Flavo? Dlaczego byli, akurat w tym klubie? I kim jest ten chłopak?

-Bo demon sam to powiedział, nie, wrócił do siebie, było po drodze. Niech sam odpowie – Odpowiedział na jednym wdechu czarnowłosy. Spojrzenia wszystkich zebranych przesunęły się na szatyna, który opuścił głowę. Włosy zasłoniły mu twarz, a co za tym idzie zaczerwienione policzki. Czuł się jak na przesłuchaniu. Przecież to on został uprowadzony! Nikola westchnęła.

-To może inaczej, co robiłeś w tamtym klubie? – Zapytała. Chłopak przełknął ślinę, a wspomnienia minionego wieczoru uderzyły w niego ze zdwojoną siłą.

-Z przyjaciółką poszedłem – Wymamrotał. Serce Daniela zaczęło szybciej bić, gdy przypomniał sobie czerwono włosom piękność.

-A co się z nią stało potem? – Zapytała brunetka. Remigiusz już otwierał usta, aby odpowiedzieć, ale uprzedził go ciemnooki.

-Poszła sobie, gdy zaczął gadać z niewidzialnymi przyjaciółmi – Zakpił. Tamten obrócił się w jego stronę lekko i próbował zabić go wzrokiem. Keywater nic sobie z tego nie robił.

-Czyli ona was nie widziała? Wszyscy Nocni Łowcy zgodnie pokręcili przecząco głowami.

-To dobrze – Odetchnęła z ulgą, ale zaraz napięcie powróciło – a czy widziała demona? Wszyscy zamilkli, prawie wszyscy.

-Piła – Wtrącił się Remigiusz – rano wszystko, co się działo będzie dla niej halucynacją spowodowaną alkoholem – Dodał. Często wykorzystywał ten fakt, aby jej nie stresować. Nie wiedział w końcu, jakby zareagowały, gdyby dowiedziała się, że tańczyła z obleśnym, grubym czterdziestolatkiem. Po pewnym czasie wszystko zaczęła łykać. Remek rzadko pił, sporadycznie i w niewielkiej ilości. To on był z ich dwójki tym rozsądnym. Całe pomieszczenie zalała fala ulgi.

-O tyle dobrze – Mruknął Fabian. Na sali znów zapadła cisza, którą przerywały jedynie miarowe oddechy obecnych. Remigiusz myślał tylko o tym, jak wyrwać się z tego wariatkowa, do którego trafił. Wariatkowa pełnego nieludzkich stworów, ludzi z dziwnymi tatuażami i gotyckich zamków. Jedyne czego pragnął to wrócić do domu.

Niestety jego nadzieje były płonne, gdyż Nocni Łowcy nie mogli go tak po prostu wypuścić. Miał Wzrok, a to znaczy, że był w ogromnym niebezpieczeństwie. Szczególnie po tym, jak został zaatakowany przez demona.
*
Chwiejnym krokiem w końcu doszła do bloku mieszkalnego przy ul. Nowowiejskiej. Cicho przekręciła kluczyk w zamku i wślizgnęła się do środka. Przemknęła przedpokojem do swojego pokoju. Lekko zatrzasnęła za sobą drzwi i rzuciła się na łóżko. Leżała bezczynnie, ale sen nie nadchodził. Bez przerwy dręczyły ją myśli o Remku. To było dziwne, gdy gadał sam do siebie. Jeszcze dziwniejsza była to dziewczyna. Albo raczej to coś. Anastazja westchnęła. To pewnie przez alkohol, pomyślała. Często miała omamy spowodowane trunkiem. Pewnie rano się obudzi, z kacem, i wszystko będzie jak zwykle. Przewróciła się na lewy bok i po kilku minutach nareszcie zapadła w upragniony sen.

Nad ranem obudziły ją mdłości. Szybko pobiegła do toalety, nie zważając na ból głowy, i zwróciła zawartość swojego żołądka. Gdy pierwsza fala torsji minęła, spuściwszy wodę i myjąc uprzednio usta, opuściła pomieszczenie. Padła na łóżko z głośnym jękiem. Odezwał się kac poalkoholowy. Mozolnymi ruchami poszła w stronę kuchni. Z szarej lodówki wyjęła butelkę zimnej, źródlanej wody i napiła się prosto z gwintu*. Suchość ustała, ale nadal męczył ją dotkliwy ucisk w głowie. Wygrzebała z koszyczka stojącego na stole Apap i szybko połknęła tabletkę. Biorąc butelkę wody, wróciła do pokoju.

Rodziców Anastazji nie było. Zresztą to żadna nowość. Może ich rodzina nie jest jedną z tych bogatych, ale utrzymanie trzyosobowej rodziny, kosztuje ich całodzienne (czasem i nocne) siedzenie w pracy. To dlatego przyjaźniła się z Remkiem. On był jej ostoją. Zastępował jej rodzinę, z którą praktycznie nie miała kontaktu. A wczoraj zostawiła go samego w klubie.

-Muszę do niego zadzwonić – Mruknęła do siebie. Chwyciła komórkę leżącą na blacie biurka i wybrała numer przyjaciela. Pod drugiej stronie było słychać irytujący sygnał oczekiwania. Po czterech odezwała się poczta głosowa. Anastazja przełknęła ślinę. A jeśli mu się coś stało? Nie na pewno nie, pewnie wrócił do domu i teraz śpi. Z takimi myślami odłożyła telefon i włączyła telewizję.


*
- Ja?! Ja?! Dlaczego ja?! – Krzyczał głośno. Nie chciał tego robić. Ba, nie chciał widzieć Go na oczy. Nie znosił go. Więc czemu to on ma go niańczyć?

-Daniel uspokój się – Westchnęła Nikola – Ty ciągle chodzisz do świata Przyziemnych, więc znasz ich zwyczaje.

-A nie możemy go po prostu wypuścić?! – Zapytał nadal wściekły. Nie, nie, nie!

-Przecież, wiesz, że nie. Naszym celem jest ochrona Przyziemnych przed demonami, a ten chłopak dodatkowo ma Wzrok, co czyni go jeszcze bardziej podatnym na ataki. Szczególnie że sam go w to wplątałeś.

-Niby jak?!

-Według Fabiana pierwszy się do niego odezwałeś – Stwierdziła miękko szefowa. Czarnowłosy podrapał się w tył głowy i mruknął coś niezrozumiałego. Nienawidził, gdy ktoś całą winą obarczał właśnie jego. Co mimo wszystko, zdarzało się często.

-Nie ma dyskusji Danielu – Dodała kobieta — a teraz idź, zobacz co z nim i przyprowadź go – Powiedziała na odchodnym, kierując się korytarzem do swojego gabinetu. Gdy już się obróciła Daniel, wykonał dziecięcy ruch języka.

-I schowaj ten język – Usłyszał. Jęknął głośno.

Szatyn został ulokowany w pokoju na samej górze, w jednej z wieżyczek Instytutu. Oczywiście nie obyłoby się bez jego oporu, więc gdy tylko Nocnym Łowcom udało się go wprowadzić, na ręce założono mu żelazne kajdany. Pomieszczenie przeznaczone było dla niesfornych Podziemnych, których nieraz trzeba było przetrzymać i czekać na decyzję Clave, co z nimi będzie dalej. Wbiegając na raz po dwa schodki po kilku minutach, znalazł się przed drewnianymi drzwiami do pokoju. Wieńczyły je żeliwne zdobienia, wtopione w wysokiej drewno, przedstawiające runy. Pomieszczenie było zamknięte wielką kłódką z adamasu i kilkoma zamkami z czystego srebra (w razie, gdyby jakiś wilkołak chciał uratować swojego pobratymca). Po kolei Daniel zwalniał każde zamknięcie. O wiele mniej czasu zajęła mu droga na górę, przez równo 786 schodów, niż otwieranie tych zamków. W końcu udało mu się. Pchnął drzwi, które skrzypnęły. Środek pokoju zalewała smuga światła przebijająca się przez barwny witraż na lewej ścianie przedstawiający anioła Razjela z jego Darami. Od kamiennych, szarych ścian bił przejmujący chłód. Pomieszczenie było zaokrąglone, więc nie było miejsca na kominek, który mógłby ogrzać to miejsce. Nie było nawet mowy o grzejniku.

Obok okna stało szerokie łoże z baldachimem. Na ciemnozielonej narzucie spała skulona, skuta łańcuchami postać. Miał potargane włosy, a spod lekko przesuniętych kajdan widać było zaczerwienione nadgarstki. Niemal zrobiło mu się go żal. Niemal. Podszedł bliżej do łóżka chłopaka. Chwycił za brzeg kołdry, na której leżał szatyn i pociągnął mocno. Pierzyna wysunęła się spod ciała chłopaka, a on sam prawie spadł z łóżka. Na szczęście przytrzymywały go łańcuchy.

-Au! – Jęknął, gdy metal wbił mu się w nadgarstki.

-Wstawaj Przyziemny – Mruknął brunet – Mam cię zaprowadzić na dół i nawet nie próbuj uciekać – Powiedział tylko, rozkuwając chłopaka. Chwycił go za ramię, podniósł do pozycji stojącej i pchnął w stronę drzwi. Remigiusz nie chętnie robił co tamten, mu kazał, jednocześnie rozmasowując obolałe ręce. Nie rozumiał, dlaczego trzymali go tu jak jakiegoś przestępcę. To oni nimi są. Porwali go najpierw, a teraz przetrzymują wbrew własnej woli. O nie! A co z rodzicami i Kariną. Pewnie się o mnie zamartwiają. A co dopiero Ana! Musiał się jakoś z nimi skontaktować, ale ci ludzie zarekwirowali mu komórkę. Protestował, ale to nic nie dało. Po całej nocy pełnej krzyków miał tak zdarte gardło, że nie miał nawet siły mówić. Nie pamiętał, kiedy zasnął, ale zapewne zmęczenie było silniejsze od postawionego celu, buntowania się przez całą noc. Z trudem przełykał ślinę, gdy przedzierali się krętymi korytarzami. Nawet jeśli by próbował, nie uciekłby. To istny labirynt. Teraz w przebijającym się gdzieniegdzie, przez rozety i witraże, świetle dnia miejsce zdawało się cofać w czasie o kilkaset lat. Na ścianach wisiały portrety, obrazy i inne malowidła przedstawiające ludzi z tatuażami walczących z dziwnymi stworzeniami. Na jednym z obrazów, co go zdziwiło, zobaczył Bacha3.

Biblioteka wyglądała niemal tak samo, jak uprzedniego wieczoru, tyle że przez wysokie okna przebijało się słońce. W powietrzu unosił się zapach starych książek. Kurz błyskał pomiędzy promieniami słońca.

Tym razem nie było tu prawie nikogo oprócz ich trójki – Remigiusza, Daniela i Nikoli. Pokazała szatynowi miejsce przy stole, a brunetowi dyskretnym gestem kazała wyjść za drzwi. Chętnie opuścił bibliotekę, byle jak najdalej od tego Mundane. I książek.

-Dziś pozwolimy ci na chwilę wrócić do domu – Stwierdziła od razu po wyjściu Daniela szefowa Instytutu.

-Co znaczy na chwilę? – Wychrypiał Remek. Gardło piekło go niemiłosiernie, jednak nie chciał pokazać po sobie słabości. To nie było konieczne. Kobieta zorientowała się po jego głosie i podsunęła mu szklankę, którą uprzednio napełniła wodą z dzbanka. Co prawda niepewnie, ale wypił trunek. Nie niósł wielkiego ukojenia jego gardłu, ale zawsze to coś. Powtórzył pytanie.

-Nie możesz zostać, wybacz za wyrażenie, na wolności – Powiedziała miękko – Instytut jest schronieniem przed demonami. Biorąc pod uwagę ostatnie okoliczności, jesteś w niebezpieczeństwie i tylko tu będziesz bezpieczny.

-Co z moją rodziną? – Zapytał lekko podniesionym tonem, na który brunetka nie zwracała uwagi. Jak najbardziej rozumiała jego wzburzenie. Kto chciały z dnia na dzień zostać wplątany w Świat Cienia?

-My się tym zajmiemy – Oznajmiła.

-A co ze szkołą? Co z moimi znajomymi? Przecież nie będziecie mnie tu trzymać dwadzieścia cztery na siedem! Prawda? – Gorączkowo szukał wewnątrz nadziei.

-Nie martw się, do szkoły będziesz, mógł chodzić, ale zawsze ktoś z nas będzie cię pilnował.

-Po co mi niańka? – Oburzył się.

-W ten sposób będziesz bezpieczniejszy. Demony raczej nie zaatakują cię w miejscu publicznym w środku dnia, ale trzeba chuchać na zimne – Stwierdziła.

-To nie możecie mnie też pilnować w domu?

-Chcesz narazić swoją rodzinę? – Te cztery słowa wystarczyły, aby dać mu do myślenia. Nie chciał, aby cokolwiek stało się jego rodzicom, czy też starszej siostrze. Nie darowałby sobie tego. Jeśli na prawdę on sam jest w niebezpieczeństwie, to co dopiero jego najbliżsi! Ana!

-Mam rozumieć, że mam zabrać z domu najpotrzebniejsze rzeczy? – Zapytał spokojnie.

-Tak.

-Kiedy?  

_______________________________________________
1.Ciekawe, kto? O.o
2.Jam profesor Miodek (kto ogląda kabarety, wie o co chodzi)
3. Kto czytał DA, wie :P

_________________________________________________________

Nareszcie udało mi się napisać 6 rozdział! :D